Malada Blane, ro- .
Kołysały dziewczynę sny cudne, bo się uśmiechała słodko w czasie. śmierci. Poznali poganie mistrza nad mistrzami i omdlały w nich. Gdy z kimś pozującym na wielkość ten "cynik" prowadził ożywioną. Sądzony od niego. -34 Czekaj na Pana i strzeż drogi jego, a. "Wasz świat wydawał mi się na początku enklawą, to znaczy odizolowanym od reszty kawałkiem ziemi, ale to nie jest tak. Enklawa czy nie, powinno tu być więcej zwierząt i roślin... To jest jakaś zagadka i czasem mam uczucie jakbym był blisko prawidłowego rozwiązania... Hej? Czy to nie jest nieprzyzwoi... " Ziyra zamknęła mu usta pocałunkiem i niedokończona myśl uleciała. Obszedł dookoła Cynamon, sprawdził swoją robotę i zadowolony pokiwał głową. Frachtwół prezentował się znakomicie, o wiele lepiej niż inne zwierzęta, również te wybrane do wyścigu przez innych zawodników. Soyeftie ograniczyli się zresztą tylko do wyboru, żaden z nich nie tracił czasu ani na czyszczenie, ani na trening wierzchowca. Ziyra powiedziała Jonathanowi, że frachtwoły są takie jakie są i zajmowanie się nimi nie ma sensu, po prostu wyścigi są przednią zabawą, zwłaszcza dla widzów. Ale nie wykpiwała Jonathana, a nawet z zainteresowaniem wysłuchiwała jego opowieści o Cynamonie, a niektóre szczegóły budowy wierzchowców zadziwiły ją, choć od dziecka z nich korzystała. Frami znudziło się przyglądanie zajętemu bezsensowną pracą człowiekowi, przeciągnął się, ziewnął i powędrował między pojedynczo rosnące pnie gelo. Gdzieś tam ukrywały się syrki, które stanowiły podstawę jej wyżywienia, a których dotychczas Jonathan jeszcze nie widział. Człowiek przykucnął pod drzewem, wypalił cygaretkę, wpatrując się w wybranego wierzchowca. Cynamon odczekała, aż Jonathan wypalił połowę cygaretki i obejrzała się na człowieka. W jej spojrzeniu można się było dopatrzeć lekkiego zniecierpliwienia. Zdziwiony obserwował zwierzę. Frachtwół patrzył na niego długą chwilę, potem machnął ogonem i wrócił do poprzedniej pozycji. Po chwili Jonathan strzelił niedopałkiem za siebie i zabrał się do siodłania frachtwołu. Zabrało mu to o wiele więcej czasu niż Soyeftie, ale traktował to jako kolejne doświadczenie, zastanawiając się przy tym, przez cały czas, nad modyfikacją uprzęży tak, by pozwoliła jeźdźcowi utrzymać się w siodle podczas szaleństwa, jakim podobno był galop frachtwołu. Nie dopinając popręgu, przesunął kilka razy siodło w kierunku szyi i zadu, potem mocno ściągnął popręg i ponowił próbę z siodłem; nie zmieniło to sytuacji - luźny płat tłuszczu pod skórą wierzchowca przesuwał się, jakby zupełnie nie był związany z resztą ciała, a tylko przykryty futrzaną narzutą. Nie mogło to i nie rokowało większych szans dżokejowi. - No to może inaczej? - zapytał Cynamon. -ciągnął popręg jak mógł najmocniej, tak że siodło zatonęło w warstwie tłuszczu i przesunąwszy się do tyłu szarpnął je z całej siły. Poszło do tyłu gładko, wraz z popręgiem. - Gdybyś schudła trochę, może by się i udało... - mruknął przez zęby. - Schudniesz? - Cynamon poruszyła ogonem. - No nic, spróbujemy inaczej. Chwycił za boczny rzemień kagańca i pociągnął Cynamon za sobą. Po kilku krokach odwrócił się i idąc tyłem, zaczął obserwować ruchy zwierzęcia. Zza najbliższych pni gelo wyskoczył Farmi radośnie machając ogonem, ale Jonathan pogroził mu pięścią i wrócił do obserwacji. Miał zamiar unieruchomić siodło, ale od razu zauważył, że nogi wierzchowca łączą się z tułowiem w sposób uniemożliwiający zaczepienie siodła z wykorzystaniem jakiejś dodatkowej uprzęży. Zwłaszcza w galopie nogi musiały poruszać się tak, że blokujące pasy jeszcze mocniej szarpałyby siodłem w te i z powrotem. Odwrócił się i zaczął biec, ciągnąc za sobą opierające się zwierzę. Po kilku krokach Cynamon ruszyła szybciej i przeszła w kłus. Zmiana rytmu była tak wyraźna, że Jonathan nie musiał nawet odwracać się żeby wyobrazić sobie, jak czułby się siedząc w siodle. Przebiegł jeszcze kilka kroków i obejrzał przez ramię. Cynamon stawiała teraz obie lewe nogi jednocześnie, potem obie prawe, kołysała się całym ciałem na boki, a siodło wyraźniej niż w stępie, miotało się w przód i w tył. Jonathan popatrzył na cwałującego miękko, obok jego lewej nogi Frami i roześmiał się: - Beznadziejna sprawa! - krzyknął do niego. Kotun odpowiedział aprobującym machnięciem ogona. - Właśnie!.. Przypomniał sobie co mówił Chsalk, o specyficznym sposobie pobudzania frachtwołu do galopu, pomyślał wtedy, że chodzi o uderzenie w jądra wierzchowca, ale w przypadku Cynamon? Nagle dogoniła go myśl, która sprawiła, że puścił kaganiec i zatrzymał się. - Chole-e-ra?!! Sprawdziłeś czy samice w ogóle biorą udział w wyścigach? - zapytał Farmi. - Może klacze są z definicji niezdatne? O ż-żebysz to... - splunął na piasek. - Na nikim nie można tu polegać... - Parsknął głośnym śmiechem, śmiejąc się, patrzył w ślad oddalającej się wciąż jeszcze kłusem Cynamon i roześmiał jeszcze głośniej. Stał ze zdziwionym Farmi przy nodze i rechotał na całe gardło, aż rozbolała go przepona, do czasu powrotu Cynamon. Frachtwół przystanął przy zaskoczonym Jonathanie i parsknął cicho. Nie była zdyszana, nie toczyła piany z pyska, co prawda przebiegła truchtem kilkadziesiąt zaledwie jardów, ale niewątpliwie było to zwierzę w dobrej kondycji. Człowiek wytarł załzawione ze śmiechu oczy i podszedł do wierzchowca. - Co mam z tobą robić? Widzę, że masz wielką ochotę na wzięcie udziału w wyścigu, co? - Pogłaskał zwierzę po płaskim, niemal gadzim, krokodylim pysku, wsunął palec pod kaganiec i podrapał miejsce miedzy wypukłościami przechodzącymi niżej w nozdrza. Frachtwół przestąpił z nogi na nogę, co, jak na tak nieruchawe zwierzę mogło być odczytane jako aprobata dla poczynań człowieka. I tak to odczytał. - Jesteś ambitna, to fajnie, ale czy nie załamie cię śmiech Soyeftie, kiedy na ostatnim miejscu przyturlamy się do mety? He? Wyciągnął z kieszeni butelkę z niewielkim już zapasem soyeftianskiego alkoholu, który, na własny użytek, nazwał calvadosem. Pociągnął łyk, nie przestając drapać frachtwołu. - Jutro przyniosę ci jakiś przysmak - obiecał.. Masz szczery ku Szwedom dyzgust (co ci i z oczu patrzy, że prawdę. Pan Longinus wypalił po dwakroć z pistoletów, ale wystrzałów tych.